Inflacja sięgnęła prawie 14% w Maju

Inflacja w Polsce galopuje już w tempie prawie 14% rocznie. Ostatni raz tak szybki spadek siły nabywczej złotego odnotowano pod koniec XX wieku, a więc ponad 24 lata temu.

W maju 2022 r. wskaźnik cen towarów i usług konsumpcyjnych wzrósł o 13,9% w porównaniu z tym samym miesiącem ubiegłego roku – podał Główny Urząd Statystyczny. Ostatni raz tak wysoką inflację obserwowaliśmy w marcu 1998 roku. W porównaniu z poprzednim miesiącem oznacza to wzrost o 1,7%, a więc niższy niż w kwietniu i znacznie niższy niż w marcu.

Od lutego 2021 roku wzrost cen towarów i usług utrzymuje się na niemal niezmienionym poziomie. Niewielki wyjątek odnotowaliśmy w lutym 2022 r., ale był on spowodowany wprowadzeniem kolejnych ceł przez rząd Stanów Zjednoczonych. Po tym nastąpiło jeszcze gwałtowniejsze odbicie, które będzie widoczne również w danych, które poznamy dzisiaj. Przypomnijmy, że cel inflacyjny Narodowego Banku Polskiego jest ustalony na poziomie 2,5 procent, który ostatni raz był widziany ponad rok temu.

Czy szczyt inflacji jest jeszcze przed nami?

Większość ekonomistów rynkowych jest przekonana, że szczyt inflacji powinien nastąpić już za kilka miesięcy. Spodziewany jest on w miesiącach letnich, prawdopodobnie na poziomie 15-20%. Według niedawnej (choć już znacznie nieaktualnej) projekcji Narodowego Banku Polskiego, miała ona wynieść 13-17%. Następnie inflacja CPI ma się obniżyć, ale prawdopodobnie pozostanie bardzo wysoka przynajmniej przez najbliższe dwa lata.

Nie jest też prawdą, że za tak wysoką inflację odpowiedzialne są wyłącznie czynniki zewnętrzne. Oczywiście, wzrost cen paliw, żywności i energii z zagranicy odpowiada za prawie połowę rocznego wzrostu CPI, ale w takim samym stopniu przyczyniają się do niego czynniki krajowe, co widać na przykładzie inflacji bazowej, która w kwietniu ustanowiła nowy rekord na poziomie 7,7%, w porównaniu z 6,9% w marcu. W maju prawdopodobnie zbliżyła się do 8,5%.

A co za to Rada Polityki Pieniężnej ?

Kolejne posiedzenie Rady Polityki Pieniężnej zaplanowane jest na 8 czerwca. Większość ekonomistów nie ma wątpliwości, że Rada zdecyduje się na kolejną, dziewiątą już z rzędu podwyżkę stóp procentowych, a opublikowane dziś dane GUS tylko utwierdzają ich w tym przekonaniu. Otwarte pozostaje jednak pytanie, o ile wzrosną stopy procentowe.

Jeśli trzymać się tego, co powiedział wcześniej prezes NBP Adam Glapiński – że Rada będzie uważnie obserwować bieżące dane z gospodarki – to jest co najmniej kilka argumentów przemawiających za dużą podwyżką stóp procentowych, rzędu 100 pkt bazowych. Po pierwsze, rynek pracy się rozgrzewa – wzrost płac wynosi ponad 14 proc., a bezrobocie utrzymuje się na bardzo niskim poziomie. Daje to RPP komfortowe poczucie, że przy podwyżkach stóp ryzyko wywołania fali bezrobocia i spadku dochodów ludności jest na razie niewielkie.

Po drugie, inflacja, która powinna być głównym zmartwieniem banku centralnego, stale rośnie, a co gorsza, jej szczyt jest jeszcze przed nami.

Po trzecie, rząd ogłosił (i realizuje) plan pomocy kredytobiorcom, którzy ucierpieli z powodu rosnących stóp WIBOR, co skutkuje wyższymi ratami. Sam Narodowy Bank Polski w swojej opinii do projektu ustawy wprowadzającej ten plan stwierdził, że osłabia on skuteczność polityki pieniężnej i walki z inflacją. Ekonomiści banku Citi Handlowy wyliczyli nawet, że rządowy plan w obecnej wersji jest równoznaczny z obniżką stóp procentowych o 150 punktów bazowych. RPP powinna więc w swoich decyzjach uwzględniać intencje rządu.